Strona główna Personal branding Jak zarabiać na YouTube?

Jak zarabiać na YouTube?

 Przeczytasz w: 6 min.
0
1
Jak-zarobić-na-YouTubie

Chciałem zatytułować wpis „Jak się sprzedać na YouTube” ale mogłoby to zabrzmieć co najmniej dwuznacznie.

Nie wszyscy youtuberzy rzeczywiście sprzedają się, mając na myśli nagminne wykorzystywanie własnej twórczości do celów zarobkowych, część z nich zarobiła dzięki temu medium wykorzystując po prostu swój potencjał.

Artykuł pochodzi z lipca 2015 roku. Treść może nie pokrywać się z obecną rzeczywistością.

Dlaczego jedni zarabiają a inni nie?

Teoretycznie każdy z nas może zarobić dzięki YouTubowi godząc się na reklamy wyświetlane w naszych autorskich materiałach. W polskiej rzeczywistości nie są to jednak sumy (w dużej mierze), które miesięcznie mogłoby zagwarantować dochód pozwalający na odejście od standardowej pracy. Z biegiem czasu, kiedy YouTube stał się najpowszchniejszym portalem do rozpowszechniania contentu w postaci wideo, marki oraz instytucje dostrzegły iż mogą wykorzystać go do własnych celów, oczywiście promocyjnych. Część popularnych twórców przystała na propozycję i zaczęła przyjmować konkretne sumy pieniężne za reklamę działań wspomnianych podmiotów bezpośrednio w swoich filmikach. Początkowo budziło to kontrowersje, gdyż YouTube uchodzi raczej za „portal ze śmiesznymi filmikami”. Dziś więcej niż połowa kanałów uchodzących za popularne (przynajmniej w swoim gatunku) reklamuje kogoś lub coś, często także własną inicjatywę w postaci nowopowstałej marki. Na YouTubie zarabiają ci, którzy nie mają problemów z negatywnymi komentarzami od zniesmaczonych widzów krytykujących takie podejście. Nie zarabiają, lub może – jeszcze nie zarabiają – ci, dla których YouTube jest miejscem, w którym mogą budować swoją markę, a dodatkowo naprawdę mają coś do powiedzenia.

Korzystaj z YouTube i zarabiaj nie ryzykując krytyki

Jak napisałem wcześniej, część odbiorców konkretnych kanałów może mieć za złe autorom, że po jakimś czasie dają się kusić zarobkowi i wtłaczają we własne produkcje reklamę inicjatywy, produktu, usługi czy jeszcze czegoś innego. Są jednak kanały, które delikatnie, raczej z nutką tzw. funu promują siebie, nie narażając się na to, że zostaną zmieszani z błotem. Popularny w ostatnich miesiącach mietczynski (autor alternatywnych streszczeń lektur) stworzył sklep internetowy, w którym dostępne są produkty nawiązujące do jego wypowiedzi, stylu wymowy i innych charakterystycznych elementów jego persony.

Mietczynski

Mietczynski_koszulka-tv

W mojej opinii jest to raczej ciekawe. Jeśli nasz kanał na YouTubie ma mnóstwo widzów, należy liczyć się z tym, że prędzej czy później ktoś może poprosić nas o odpłatną reklamę. Na szczęście można poradzić sobie inaczej, reklamując tylko siebie. Nie oznacza to oczywiście, że każda popularna osoba na tym portalu musi zarabiać, ale fakt – warto wykorzystać YouTube do szeroko pojętej promocji.

Radosław Kotarski – autor Polimatów wszedł na wyższy poziom. Reklamuje markę w mainstreamowych mediach, pojawiając się jako twarz banku Millenium. Zarobek z tego z pewnością jest większy aniżeli w przypadku promocji marki w filmiku, nie wspominając o korzyściach osobistych. Kotarski zbudował wizerunek osoby mądrej, inteligentnej, elokwentnej, godnej zaufania.

Kotarski_millenium

Pojawienie się jego osoby w reklamie banku może wygenerować bankowi nowych klientów, ale raczej należy ich się doszukiwać w gronie subskrybentów kanału Polimaty. Dopóki Kotarski nie będzie reklamował marek masowo – w każdej miniprodukcji na YouTubie, dopóty nie będzie odbierany jako sprzedawczyk.

Śmieszne filmiki a zarobek

YouTube niewątpliwie jest miejscem, które zawiera tony tzw. śmiesznych filmików. Koty nie potrafiające spadać na cztery łapy, wypadki podczas szaleńczego rajdu na skuterze wodnym, skoki do wody „na dechę” oraz masa wszechobecnych faili, dla których zostały stworzone całe kanały, mające miliony odbiorców. Wniosek z tego jest prosty – prawie każdy lubi oglądać omyłki oraz wypadki innych ludzi. Od jakiegoś czasu popularne stały się również tzw. pranki, czyli po prostu żarty – najczęściej uliczne – które coraz częściej nie mają wiele wspólnego z żartem, mogą raczej budzić skraje emocje, a w przypadku wkręcanych nierzadko prawdziwy strach czy panikę. O ile w Polsce filmy budujące takie napięcie niemal nie istnieją – poza bardzo marnymi straszakami SA Wardęgi – o tyle za granicą – we Włoszech, w Brazylii czy w USA są popularne i często przypominają brutalny film sensacyjny i horror. Polskie pranki skupiają się na żartach sytuacyjnych, wygłupach, obrażaniu innych ludzi oraz wielu innych rzeczach, które mimo swej infantylności podobają się nam. Do czasu. Kiedy następuje moment, w którym mamy dość? Ano wtedy, kiedy youtuber nagrywa film, który budowany jest specjalnie pod produkt reklamowanej marki. Sytuacja nieprawdopodobna? Każdy może to odebrać dowolnie, ja sądzę, że znajdziemy osoby, które tak postępują. Kiedy powstaje idea nagrywania śmiesznych filmików czy pranków, youtuber szybko buduje duży zasięg i ściąga wielu odbiorców. Po czasie kanał staje się na tyle popularny, że staje się atrakcyjny dla reklamodawców. I tak zatem oglądamy filmiki, które już na wstępie wspominają o konkursie, na końcu zaś przypominają o kogo i o co chodzi. Ostatnio zniesmaczyła mnie jawna reklama jednej z marek płatków śniadaniowych, który pojawiła się na kanale Ślązaka Ravgora.

Ravgor_lion

Ravgor-konkurs-lion

Sądzę, że taki trend będzie rósł – YouTube już stał się zamiennikiem telewizji, znajdziemy tu prawie wszystko – a przede wszystkim rozrywkę, który w polskiej tv zeszła do poziomu zerowego. Dlatego też należy oczekiwać wzrostu popularności szczególnie atrakcyjnych i jedynych w swoim rodzaju kanałów. Czy YouTube może stać się zatem „miejscem pracy”? Naturalnie. Poza wspomnianym Wardęgą w Polsce bardzo dobrze radzą sobie również goście z Abstrachuje czy grupa facetów promujących majsterkowanie z 5 sposobów na… Należy jednak zwrócić uwagę na to, że ich kanał mimo bycia naprawdę intersującym to oaza dla reklamodawców. Niemal każdy film związany jest z konkursem, promocją sklepu czy produktu. Zarobek na YouTubie to rzecz już powszechna. Kanał Historia bez cenzury również początkowo był wolny od reklam, dziś niestety część miniprodukcji jest już wręcz sponsorowana przez markie bliskie tematyce historycznej. Szkoda.

Historia-bez-cenzury_bonito

Zostań sobą, czyli jak być popularnym i nie zarabiać

Popularność oznacza ściąganie na sobie uwagi firm – to już wiemy. Czy można być popularnym i nie zarabiać? Można. Uwaga! Naukowy Bełkot to jeden z przykładów. Przyszły doktor nauk, który specjalizuje się w chemii oraz biologii, prowadzi kanał, który jest czymś co śmiało może nam zastąpić pisma naukowe, Discovery czy National Geographic.

Uwaga-naukowy-bełkot

Wiedza, wiedza i jeszcze raz wiedza. Podana w dużej dawce, w przyjazny sposób – to metoda na przyciągnięcie widzów, którzy oczekują czegoś, czego już dawno nie puszczają w telewizji. Ostatnio autor kanału przeprowdził publiczną zbiórkę pieniędzy na rozwój jego internetowej działalności, prosząc widzów o datki na zakup lepszego sprzętu. Okazało się, że uzbierał więcej niż potrzebował. Bez pomocy randomowych marek. Autor kanału bez problemu trafiłby w gusta marek oferujących chociażby maszyny i urządzenia bliskie jego wykształceniu oraz zainteresowaniu. Na szczęście, póki co Naukowy Bełkot jest wolny od działań reklamujących.

Jakie jest moje zdanie na temat reklamy w filmikach? Nie pochwalam tego, ale zdaję sobie sprawę, że produkcja nawet krótkiego materiału może być kosztowna i czasochłonna, jeśli zatem chcemy stworzyć coś wyjątkowe a poza tym jeszcze pracować, musimy liczyć się z tym, że wolnego czasu będzie właściwie brak. Im popularniejszy jest kanał, tym większa szansa na to, że YouTube będzie sposobem na zarobek. Chcesz reklamować? Rób to z głową. To reklamodawcy powinni dostosować się do ciebie, a nie ty do nich. Tworzenie materiałów pod konkretną markę jest po prostu bezczelne.

Załaduj więcej z działu Personal branding

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Polecam

Call to action 📢 – jak przyciski i hasła wpływają na zachowanie użytkownika?