Strona główna Konsument Kasy samoobsługowe – za i przeciw

Kasy samoobsługowe – za i przeciw

 Przeczytasz w: 8 min.
1
3
zakupy

Pierwsze kasy samoobsługowe w Polsce pojawiły się w sieci Auchan – przywędrowały do nas za sprawą sukcesu, jaki odniosły na swoim pierwotnym terenie. Prawdopodobnie jednak, największy wpływ na strategię innych marek, odegrały kasy samoobsługowe w Tesco, które odznaczały się niezłym tempem działania i małą ilością problemów.

Co należy rozumieć jako problemy z kasą samoobsługową?

Przede wszystkim należy odpowiedzieć sobie na pytanie – czy kasa samoobsługowa rzeczywiście nią jest, czy jednak wymaga pomocy ze strony pracowników sklepu? No cóż, niestety wciąż – po 11 latach ich obecności w kraju – nie mamy 100% pewności, że zakupy zrobimy bez pomocy kogoś ze sklepu.

O ile do normalnych sytuacji należy wliczyć „wołanie o pomoc”, kiedy kupujemy alkohol – ktoś musi w końcu sprawdzić, czy nie kupuje go nieletni, to dość często zdarza się, że występuje błąd…ponieważ występuje błąd. Kiedy zawołamy pracownika marketu czy delikatesów, ten po chwili zjawi się, bez słowa przyłoży swój identyfikator i odejdzie prawdopodobnie do innego kupującego, mającego ten sam problem. „Zamyślenie się” kasy może spowodować nieczytelny kod i kilka prób jego zeskanowania, źle ustawiony towar na wadze, który sprawia, że nie zgadzają się jej gramy, zeskanowany produkt, który nie jest już na promocji albo właśnie wskoczył na promocję, a my kasujemy starą cenę…

„Nie no proszę pana, pani Jadzia nie zmieniła cenówki, proszę to odłożyć”

Zdanie wyżej to autentyczny przypadek, z jakim się spotkałem, imię może być nieprawdziwe, gdyż nie pamiętam go w tej chwili, jednakże mam przeczucie, że takich historii klienci w sklepach mogliby wymieniać na pęczki.

Bułki, pomidorki, jabłuszka…

Problemy z oprogramowaniem czy wagą kas samoobsługowych to jednak nie wszystko. Weźmy na przykład bułki. Na sklepie, na cenówce widzimy np. „bułka czarna wiejska – 0,99”. Świetnie, nazwę zapamiętamy. Podchodzimy do kasy, kładziemy bułeczki na wadze, wchodzimy w dział „Piekarnia” czy jak je tam zwał i szukamy bułeczki czarnej wiejskiej. Dwa razy w prawy trójkąt (dalej) – nic. Dwa razy w lewy (powrót) – nic. Albo ktoś nie zapisał bułki w pamięci komputera, albo występuje pod inną nazwą. Spokojnie, wystarczy zawołać panią ekspedientkę aby nam pomogła, a ona „wklepie” bułkę czarną wiejską pod bułką grahamką dużą, bo przecież tyle samo kosztuje. Co z tego, że to inny kod? A weź Ty tak zrób! Skasuj batonika Pawełka jako np. jogurt – przecież kosztuje tyle samo! Nie można.

Ciekawa sytuacja może być z pomidorami. Często zdarza się – np. w Piotrze i Pawle, że świeżo wyłożone pomidory nie mają jeszcze POSów (najczęściej są to duże cenówki na kartce A4). Patrzymy zatem np. na ich kolor i wielkość i porównujemy na kasie z tym, co widzimy na malutkim obrazku. Okazuje się, że zwykłe (zdawałoby się) pomidory polskie, kosztują nie spodziewane 5,99 a 15,99, bo przecież różną się ogonkiem. No i co, odłożyć, czy nie odłożyć? Większość osób raczej już je weźmie, bijąc się w pierś i mrucząc pod nosem, że następnym razem to już dokładnie sprawdzi.

warzywa

W przypadku jabłek sytuacja może być o tyle ciekawa, że kasa samoobsługowa wręcz ułatwia kasowanie. Często wszystkie gatunki jabłek są w jednej cenie i wystarczy kliknąć „Jabłka” aby nabić 1,99 za kilogram. Pamiętajcie tylko, aby poczekać, aż komputer przetworzy 1,99 x 1,24 kg, wypluje wynik i pozwoli Wam odłożyć towar na wagę. W innym przypadku kasa zawyje, aby odłożyć jabłka z powrotem na skaner. Cóż, nie wszystko działa tak szybko jak byśmy chcieli.

Waga wadze nierówna

Kłopoty z wagą to chyba największa zmora kas samoobsługowych. O ile problemy z ważeniem mleka, jogurtów czy puszek raczej nie występują, to już zważenie lekkiej sałaty, albo – o zgrozo – czasopisma – może być nie lada wyzwaniem. Prawie na pewno kasa odmówi posłuszeństwa i będziemy zmuszeni poprosić pracownika sklepu u pomoc. Niestety w przeszłości – w czasach początków kas samoobsługowych – zdarzało się, że kasy nie były tak czułe jak obecnie i część towarów lekkich, kasować można było jako jeden np. kładąc je na sobie – oszustwo? Tak. Do zauważenia przez pracowników? To już zostawiam Waszej ocenie. Temat kantowania na kasach samoobsługowych nie wyczerpuje się jednak w tym miejscu. 

Załóżmy, że chcemy skasować 2 kilogramy drogich bananów czerwonych po 15 złotych kilogram. Znajdą się osoby, które pomyślą, że mogą być sprytne kasując je jako zwykłe banany. Kasa samoobsługowa nie wie przecież co rzeczywiście ma przed sobą, a waga się zgadza. Tutaj niestety dostrzegamy duży minus samodzielnego kasowania. Bez kontroli pracowników tego co dzieje się na kasach, sklep może „iść w koszta”. Oczywiście dział kas samoobsługowych stale jest monitorowany – przede wszystkich w dużych marketach jak Auchan, Tesco czy Carrefour, jednak znajdą się tacy, którzy zaryzykują.

 

Czy kasy samoobsługowe w ogóle mają jakieś plusy?

Absolutnie tak. Jeżeli trafiamy do sklepu, w którym klienci z kas potrafią korzystać mądrze – na przykład nie pchają się tam z pełnym wózkiem – to prawdopodobnie kasowanie pójdzie nam szybko. Aby skasować produkt, nawet bez klikania „Start”, wystarczy zeskanować kod, włożyć towar na wagę, potwierdzić koniec zakupów i wybrać metodę płatności. Płatność kartą jest ekspresowa. Całość zatem może się zamknąć w 20 sekundach. Innym plusem może być to, że nikt nas nie będzie poganiał, bo klienci przywykli już do tego, że w kolejce do kas samoobsługowych czeka się przed kasami – obok alejek z produktami, nie zaś przy samych kasach. Dopóki nie spakujemy wszystkiego do toreb, nikt raczej nie wystartuje w nasze miejsce. Po wszystkim kasa nam podziękuję, a niektóre jeszcze przypominają w jakim sklepie robiliśmy zakupy.

 

Gdzie są najlepszy kasy samoobsługowe w Polsce?

Bez zbędnych ceregieli, w moim uznaniu – w Tesco. Są szybkie, obecnie rzadko mają problemy z wagą, mają czytelny ekran zakupowy i sporą wagę. Niezłe kasę są również w Piotrze i Pawle, natomiast zdecydowanie najgorsze, z jakimi się spotkałem, znajdują się w Carrefourze. Często mają problem z wagą – pewnego razu dwukrotnie wołałem kasjerkę aby pomogła mi z problemem ważenia, przy TRZECIM problemie w ciągu 2 minut, dałem sobie spokój, wziąłem wszystko pod pachę i przeszedłem do kasy tradycyjnej.

Jak podaje Forsal – być może samoobsługówki zawitają również do dwóch największych dyskontów w kraju: do Biedronki oraz do Lidla. O tym dlaczego to zły pomysł – przeczytasz poniżej.

Serwis Forsal informuje, iż zastąpienie pracowników kasami samoobsługowymi jest tańsze. Przeliczając to czysto finansowo, pewnie tak. Tracimy jednak na wizerunku, na klientach, na prędkości obsługi. Otrzymujemy za to mnóstwo hejtu, sfrustrowanych klientów i generalnie wiadro pomyj i to jeszcze przed drzwiami wejściowymi.

Biedronka i Lidl nie są stworzone do tego, aby wrzucić tam kasy samoobsługowe. Są to sklepy małe ale za to – momentami – z ogromną ilością klientów. Gdybyśmy powierzchniowo porównali metraż „zajmowany” fizycznie przez klientów oczekujących do kasy w niektórych Biedronkach, to np. w Carrefourze moglibyśmy ustawić ich aż pod działem warzyw i owoców, który znajduje się w końcówce sklepu w stosunku do głównego wejścia. Metraż to jedno, innym wymogiem, którego nie spełnia Biedronka są klienci – często są to osoby starsze, które korzystają z Biedronki, gdyż tylko tam mają blisko (nie wspominając o cenach). Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że kobieta po 70-tce co chwilę woła ekspedientkę, gdyż po prostu nie widzi tego, co znajduje się na ekranie.

Oczywiście możemy założyć, że wciąż pozostaną kasy standardowe, ale to i tak niewiele zmieni. Obecnie na średnio 4 kasy w Biedronce, otwarte są dwie, co w „godzinach szczytu” powoduje niezłe korki. Część klientów rzuci się na samoobsługówki, ale te również wymagać będą mocy przerobowej pod postacią żywych pracowników.

Podobnie sytuacja wygląda w Lidlu. Tam często nawet spotkamy się z większymi zakupami – za 200, 300 czy 500 złotych (pełnym wózkiem). Kasa samoobsługowa nie nadaje się do takiej pracy. 5-10 produktów, schować do torby, zapłacić, następny proszę. Tak powinna wyglądać sytuacja przy kasach samoobsługowych. A jak jest w rzeczywistości, dobrze wiemy.

Nie zapominajmy również o nawykach, wiele osób po prostu lubi być kasowana w sposób tradycyjny, bo przecież obsługa jest wliczona w ceny produktów, prawda? Nie każdy ma ochotę samodzielnie „użerać się” ze znalezieniem kodu lub chce wołać „przez plecy” o pomoc, ponieważ kod jego produktu jest nieczytelny…

 

Zalety i wady – podsumowanie

Zróbmy krótkie podsumowanie zalet oraz wady kas samoobsługowych. Wymienię je w punktach.

Zalety

  • Przy małej ilości produktów – sprawność
  • Szybka obsługa kart płatniczych
  • Wygoda poza „godzinami szczytu”
  • Idealne dla osób z jednym produktem

 

Wady

  • Często szwankują – waga, nieczytelny kod produktu
  • Konieczność zewnętrznej pomocy dla produktów +18 oraz dla produktów z plombami
  • Długie odszukiwanie produktów na wagę w komputerze
  • Brak możliwości weryfikacji złych cenówek
  • Nie nadają się do dużych zakupów
  • Bywają bardzo wolne
  • Wymagają cierpliwości – musimy dopasować się do ich wskazówek
  • Nie spełnią swojego zadania w dyskontach

 

Temat kas samoobsługowych dla wielu osób jest dość grząski. Wielu z Was zapewne woli wystać swoje w kasie z taśmą, niż zmagać się z problemami podczas samodzielnego skanowania kodów produktów. Z pewnością trend przejęcia części obowiązków pracowników supermarketów, delikatesów czy dyskontów jest rosnący. Nie dajmy się jednak zwariować, na obecnym poziomie zaawansowania technologicznego, maszyny w sklepach są za głupie aby w pełni im zaufać, poza tym zwyczajnie nie potrafią rozwiązać prostych problemów, który rozwiązać może jedynie pracownik ze swoim magicznym identyfikatorem.

1 komentarz

  1. Anna Skowron

    6 kwietnia 2017 na 20:33

    Powiem tak : każdą maszynę da się tak zaprogramować , żeby działała sama ,ale ktoś musi ją włączyć albo w przypadku kasy choćby włożyć rolkę papieru , na której drukuje się paragon. Tak więc może i takie kasy są potrzebne dla oszczędności w personelu ,ale w chwili kiedy problemy pojawią się na wszystkich jedna osoba obsługująca musi szybko usunąć „awarię” . Człowiek jest tu nie zastąpiony. Jak zwykle;) .

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Załaduj więcej z działu Konsument

Polecam

Reklamy na czole i inne mniej znane formy marketingu

Ile musieliby wam zapłacić abyście pozwolili wykorzystać własne czoło jako formę poruszają…